4# It’s only me…

3lata temu zaczęło się wszystko psuć, to znaczy wcześniej też było źle ale nie ,aż tak… mój tata wyjechał za granice gdy miałam 4lata. Wtedy jeszcze wszystko było takie proste … Później w wieku ok. 7lat zaczęło mi się robić przykro gdyż rzadko przyjeżdżał i jakoś nie czułam tego, że on mnie nadal kocha… w 4klasie podstawówki zmieniłam miejsce zamieszkania( nadal mieszkałam w tym samym mieście) w związku z czym musiałam zmienić szkołe… „koleżanki i koledzy” nagle zaczęli mnie „atakować” w internecie( cyber przemoc) i chcieli sprawić bym czuła się jak ścierwo nie mające prawa żyć… udało im się…w 5klasie byłam źle traktowana przez całą szkołę (nauczycieli i wszystkich uczniów) … Gdzieś około października zaczęłam się samookaleczać i popadłam w bardzo ciężką depresję.. Poznałam tam pewnego ucznia… kiedyś zobaczył moje blizny i nowe rany.. na następny dzień przyszedł i pokazał, że też zrobił sobie coś takiego… Na moje pytanie czemu to zrobił ,wzruszył ramionami… nauczyciele zobaczyli te ślady (dokładnie trzy) na jego lewej ręce i zgłosili to do jego matki.. On by wybrnąć z tej sytuacji wydał mnie lecz powiedział, że to ja mu pokazałam jak to robić… za to byłam na niego wściekła … Już nigdy mu nie ufałam (aktualnie straciłam z nim kontakt , lecz nadal czuję do niego nienawiść) moja mama dowiedziała się o tym w Lutym … kazała mi ściągnąć bluzę.. wtedy zobaczyła ręce pełne blizn i tętniących życiem ran… Straciła do mnie zaufanie… Przez nauczycieli zarówno jak i uczniów byłam dziwadłem, świrem , który nie powinien mieć prawa do życia… od Marca zaczęłam pisać wiersze .. Szkoła była dla mnie zabójczym miejscem… przezywali mnie, bili,kopali, obrażali, popychali itp.. Nauczyciele nie reagowali.. Widziałam nawet, że niektórzy się uśmiechali gdy to widzieli… Moje rany stawały się coraz głębsze i było ich coraz więcej , wręcz nachodziły na siebie… od połowy Marca przestałam chodzić do szkoły … Mamie mówiłam, że jestem… Do wychowawczyni przynosiłam lipne zwolnienia. Nikt nic nie podejrzewał… Najpierw zostawałam w domu jeden dzień, później tydzień, pare tygodni , miesiąc… Lecz w końcu moje słodkie kłamstwo musiało się wydać… w połowie czerwca dyrektorka zadzwoniła do mojej mamy i sie spytała czy wie czemu ja tak często choruje… W domu znów miałam awanturę… rok szkolny się skończył.. Przez całe wakacje chodziłam do rożnych psychologów i pedagogów.. przepisywali mi różne antydepresanty.. pare z psychiatrów chciało mnie zamknąć w szpitalu psychiatrycznym.. moja mama się prawie zgodziła… Koniec wakacji się zbliżał i było trzeba zadecydować czy zmieniam szkole czy zostaje w tej.. Oczywiście dla mnie wyjście było jedno.. zmieniam… Nie wiedziałam jak będę traktowana w nowej szkole, czy będzie lepiej czy może gorzej… Rok szkolny sie zaczął i na początku było nawet okay.. ale później znów klasa zaczęła mnie prześladować.. Nie mówiłam o tym nikomu, bałam się… przychodziłam do domu i się ciełam… dni, tygodnie, miesiące mijały a ja utrzymywałam moją mamę w twierdzeniu, że wszystko jest w porządku.. Nauczyciele wiedzieli o sytuacji sprzed roku wiec nie brali mnie do zawodów sportowych bądź konkursów … Byłam trochę zła z tego powodu… w połowie stycznia znow zaczęto mnie prześladować w internecie .. Niejaka Wiktoria … zaczęła mnie wyzywać i zastraszać… Kiedyś moja mama weszła do pokoju i zobaczyła mnie zapłakaną nad komputerem… Spytała co sie stało.. pokazałam jej rozmowę i powiedziałam o cyber przemocy… Ona postanowiła zgłosić ta sprawę do szkoły , a później do sądu.. Lecz zgłosiła tylko do szkoły… Wychowawca wziął mnie i ją do rozmowy… musiałam opowiadać wszystko od początku… Ona jak zwykle kłamała.. lecz wychowawca miał zdjecia tej rozmowy… po tej akcji mściła się na mnie jeszcze przez pare miesięcy… codzienne przerwy spędzałem samotnie… Zaczęłam sie do tego przyzwyczajać i do tej sytuacji, że już nigdy nie zaznam szczęścia…Rok sie skończył… Tatuś sie odezwał bym przyjechała do niego na cały sierpień… Byłam trochę niepewna czy pojechać… on stał sie juz mi obojętny… on ma mnie w dupie ja go też… W końcu sie zgodziłam… Ale zamiast na miesiąc pojechałam na dwa tygodnie… pewnego dnia u niego , wymyślił byśmy poszli do wesołego miasteczka… Z początku zapowiadało sie fajnie , ale… nie zupełnie… po parunastu godzinach byłam juz zmęczona i nie chciałam juz jeździć na kolejkach i chodzić… on zobaczył straszny dom… Nie chciało mi sie tam iść… byłam zmeczona a on uznał, że sie boje i zaczął sie śmiać… W drodze powrotnej walczyłam z emocjami… byłam wściekła a za razem chciało mi sie płakać… ale nie chciałam by on to widział… w domu miałam obierać ziemniaki uznałam to za dobry pretekst by sie pociąć.. „przez przypadek” skaleczylam sie nożem… poszłam do toalety z telefonem… gdyż pod jego klapka trzymałam „sprzęt”… doprawiłam ranę i przy okazji zrobiłam pare innych… pózniej wszystko pochwałam i wróciłam jakby nigdy nic… podeszłam do niego i powiedziałam popatrz.. dał plaster i o nic nie pytał… Wróciłam do Polski… Wakacje dobiegły końca… trzeba było wybrać gimnazjum i złożyć papiery itp… Szczerze byłam wrogo nastawiona … myslalam ,że będzie tak jak wcześniej… Nie chciałam juz nikomu ufać.. przestałam sie ciąć… Na wycieczce zapoznawczej byliśmy z druga kalsą … zdążyłam im podpaść i o mały włos a by to wszystko sie skończyło gównianą bójką… sześć na jednego… coś to nie było by fair… w połowie października poznałam Oskara i Wiktorie… Szczerze to są to najważniejsze osoby w moim życiu, których za żadne skarby nie chciałbym stracić… Samookaleczanie przerwałam tylko na dwa miesiące… w Listopadzie znow zaczęłam… ale tym razem po żyłach .. Chciałam sie zabić, gdyż uważałam, że krzywdze najbliższych… Moja mama mówiła mi, że na niczym mi nie zależy, że moją drogą jest ucieczka oraz że na każdym kroku sie poddaje.. kłóćmy się bardzo często… a wina spada na mnie.. Ona wmawia mi, że to przeze mnie się tak kłóćmy … ostatnio mówiła, że odeśle mnie do ojca a ja na to ,że mnie już wiecej nie zobaczy ,gdyż się zabije a ona ,że ojciec nie bedzie się ze mną bawił i wyśle mnie do psychiatryka… Ja już nie mam siły na nic… Najchętniej bym zakończyła ten cały koszmar.. Ale nie chce zostawiać przyjaciół, którzy chcą mi pomóc.. wiem, że zawsze mogę na nich liczyć i zwierzać a oni postarają sie mnie podnieść na duchu.. Zabawne jest to, gdy ktoś mówi ,że w ciebie wierzy, ale ty już dawno w siebie nie… Mówią bym się nie poddawała… Ale przecież ja już się dawno poddałam… :(…

20140123-062401.jpg

20140123-062419.jpg

20140123-062433.jpg

20140123-062443.jpg

20140414-182040.jpg

3# Hello again, my dear depression…

Czasami mam już naprawdę dość wszystkiego.. gdy myślę, że moja „przygoda” z depresją i samookaleczaniem się już dawno się zakończyła to znów powraca, … zostawiająca krwawe szramy, zazdrość, przeszywający ból i smutek … Nigdy nie zaczynajcie się ciąć .. nie warto… ja zaczęłam a teraz się męczę… Samookaleczanie mozna porównać do jakiegoś uleżnienia … gdy raz zaczniesz to nigdy już nie uda ci się z tym skonczyc , a zakończenie jest jedno… Nie radzę , naprawdę odradzam zaczynania… pózniej będziecie chcieli skończyć … nie dacie rady… … to tyle na temat samookaleczenia … Depresja jest bardzo nieprzyjemna… nieważne ciągłe chuśtawki nastroju: raz jest dobrze, raz jesteś wściekły a raz smutny… Rozmowy z kimkolwiek stają się bardzo ciężkie … Powoli zamykasz się w sobie… Nie masz ochoty nigdzie wychodzić, z nikim nie chcesz sie spotkac ,pogadać…

20140414-182014.jpg

20140414-182027.jpg

2# Bridge…

mieliście kiedyś tak, ze np. jak szliscie przez jakis most to mieliście taki obraz przed oczami, ze na niego wchodzicie i skaczecie, i nikt was nie interesuje , ogarnia was spokój jakiego jeszcze nigdy nie czuliście…?