hm. coraz bardziej nie mam siły.. ktoś przychodzi ktoś odchodzi… czuje sie jak zniszczona, sponiewieraną, znienawidzoną książka rzucona w kąt.. czasem ktoś przyjdzie i obejrzy okładkę i pójdzie, ktos inny otworzy pierwsza stronę, przeczyta wstęp i odejdzie… a jeszcze inni przeczytają polowe lecz więcej nie bedą w stanie … i odejdą… wiecie co..?… czasami żałuje ,że nie potrafie tak jak inni.. ranić i nic nie czuć, być wrednym, „oschłym” itp… a czasem cieszę sie ,że jestem sobą… a najgłupsze w tym wszystkim jest to ,że jak kogoś zranie specialnie czy nieświadomie to na drugi dzień żałuje… żałuje i ide go/ją przeprosić… żałuje wszystkiego… to cholerne poczucie winy… nie daje mi spokoju…. nienawidzę tego a zarazem lubie… i coraz bardziej nikt mi nie wierzy.. i z kazdym dniem zostaje coraz bardziej sama… a co sie stanie gdy juz nikogo nie bedzie?… bedzie bardzo ,bardzo złe… narazie nie chce o tym myślec.. lecz nie umiem… codziennie siedzę do 2,3 i myśle.. choć nie chce… durne… i coraz bardziej usuwa mi sie grunt pod nogami… i zapadam sie głębiej, głębiej… wyciągam rękę by ktos mi pomógł, nikt jej nie widzi a ja nie dam rady wyciągnąć ja dalej… wiem ze inni maja gorzej… wiem ze jestem cholerną „egoistką” …. nie trzeba mi tego przypominać… dobrej nocy…

20140902-175013.jpg

20140902-175059.jpg

20140902-175105.jpg

20140902-175110.jpg

20140902-175117.jpg

20140902-175123.jpg