koniec

67#Suicide attempt…

A więc cóż ten post może być dość drastyczny. Jednak jeszcze trochę tu popisze. Cóż troszkę dzisiaj napisze o tym co było, co się działo parę dni temu. Jakby tu zacząć… Można powiedzieć, że miałam taka swoja, kolejną w sumie suicide attempt. Człowiek przez całe życie się waha. Wybory, decyzje itp. Zawsze jest w nas niepewność, która zostaje do samego końca. Tak samo jest też w tych sprawach dotyczących samobójstw. Ci ludzie do ostatniej chwili się wahają, a jak już zrobią to co maja zrobić: skoczyć z wysokości, strzelić sobie w łeb, powiesić się , połknąć tabletki czy też przeciąć żyły:, odwrotu nie ma niestety. Zawsze też istnieje jakiś ‚cień” szansy ,że ktoś ich odratuje. Czasami niestety jest o wiele za późno. W sumie nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi, by znalazł się w takiej sytuacji gdzie o jego życiu decydują dosłownie minuty. Gdy siedzi, w ręku trzyma jakieś ostrze lub cokolwiek innego, i zastanawia się. Cholerne myśli atakują go i nie dają za wygraną. Gdy się zdecyduje i zrobi to pierwszą szramę dość głęboką, gdy zrobi o jeden krok więcej to wie ,że nie ma już odwrotu. Jeśli się coś zaczyna to trzeba to skończyć. Cóż w moim przypadku było podobnie ale jak już pewnie się domyśliliście często lubię pisać przykłady i je opisywać jakby to był ktoś inny ,a w większości przypadków tak naprawdę opisuje samą siebie. Cóż nie życzyłabym nikomu by ujrzał minę swojej matki, bądź ojca lub kogokolwiek ,gdy człowiek stoi nad zlewem ,a wszystko wokół pokrywa krew. Wtedy „obserwator” podbiega z przerażeniem w oczach. Nie ,nie ,nie przerażenie to nie dobre słowo, bo to co kryje się w ich oczach, w ich całej minie to coś więcej niż przerażenie. Nie ma słów by to opisać. W pierwszej chwili ten ktoś wrzeszczy i wyzywa od wariatów tego człowieka. Po tym jak jakoś uda mu się zatamować potok krwi i ogarnąć wszystko wokół, a człowieka targającego się na własne życie przestają targać emocje, wstrząsy i ogólny rozłam emocjonalny, następuje cisza. Owa cisza potrafi czasami być nie do zniesienia. Później zaczynają się pytania, pytania, pytania… Najgorszy jest stan, który przychodzi po tym wszystkim. taka pustka, emocjonalne wyprucie, a zarazem głęboki, niewyobrażalny smutek i ciemność. Wszechogarniająca ciemność. Umysł to najgorsza rzecz, broń, która dąży do naszej własnej zagłady. Owy stan może trwać dni bądź tygodnie. Aktualnie ten stan mnie ogarnął. Potrafię przespać całe dnie po to ,by w nocy się uaktywniać. Odkąd pamiętam uwielbiałam noce ,a z dniami? Cóż z dniami bywało różnie. W sumie takich ludzi można porównać niestety do zombie. Póki się nie ogarnę i nie powiem sobie ,że idę do świata więc trzeba jakoś wyglądać ,założyć maskę i udawać szczęśliwą, to ze mną jest totalna masakra. Żyje w swoim „świecie”, w umyśle, który powoli mnie wyniszcza. Po tym co się stało ciężko mi się z niego wyrwać. Pochłania mnie całą i nie pozwala wracać do rzeczywistości. Cóż to by było na tyle na dzisiaj. Trzymajcie się kochani =^.^=

„Nie rób z siebie wariatki, wystarczy już ,że ten świat jest zwariowany”

 

20150702-220631.jpg  20150425-130608.jpg

 

20150425-130356.jpg 20150117-233849.jpg

20150425-130307.jpg

63#Badly? It’s getting only worse…

A więc witam was ponownie. Co tam, jak tam mijają wam te ostatnie dni grudnia? Mam nadzieję, że dobrze. Powiem wam,że ciekawe jest to ,iż przeważnie nowy rok zaczynamy z zupełnie innymi osobami niż go kończymy. Ktoś przychodzi, a ktoś odchodzi. Przez całe życie przeplata się wokół nas mnóstwo ludzi. Każdy człowiek tak samo jak każda sytuacja z nim związana to nowe doświadczenie ,które ponosi ze sobą konsekwencje jak i naukę. Był kiedyś taki cytat ” życie to dobry nauczyciel, tylko trochę dużo bierze za lekcje”. Cóż coś w tym jest. Owe doświadczenia potrafią być dołujące jak i pouczające. Niektóre są dla nas fajne i miłe inne przerażające oraz smutne. Cóż coraz częściej doświadczam takiego stanu, czy jakby to nazwać, uczucia ,iż koniec jest blisko. Jest blisko, nadchodzi, nie tyle co z każdym dniem ,ale z każdymi wydarzeniami tymi smutniejszymi itp czuje ,że mój koniec jest już bliżej niż kiedykolwiek był. Jest to dość przerażająca perspektywa. Leżąc przy rytmach muzyki „myśli maja nieprzyjemny zwyczaj zrywania się ze smyczy”. Lubia one atakować człowieka gdy jest on bezbronny, bezsilny i kompletnie podatny na ich wpływ. Jak ma on sobie poradzić z przeszywającymi, nieznośnymi myślami , które potrafią być naprawdę nieprzyjemne? Cóż nie ma za dużo „wyjść”. Zwija się on wtedy w kłębek i stara się z całych sił odepchnąć je od siebie ,lecz niestety owe myśli są bardzo uparte. Dopiero po jakimś czasie odpływają po to by następnym razem uderzyć ze zdwojoną siłą, a nikt nie zna niestety dokładnego terminu ,w którym one znów „uderzą”. Jest to naprawdę nieprzyjemne. Co parę dni czy tygodni doświadczam totalnego apogeum tego wszystkiego. Nie ma co wtedy zrobić po prostu najbezpieczniej jest to przeczekać .lecz w sumie boje się ,że pewnego razu te owe myśli uderzą z taką siłą ,iż nie będzie czego już po mnie zbierać, rozpadnę się na miliony kawałeczków. I co będzie dalej? Prawdopodobnie koniec. Ciężko to sobie wyobrazić bodajże. Nikomu nie życzę owych sytuacji. Już kompletnie się rozpadam, prawie nic ze mnie nie zostało. W sumie mam straszną ochotę powiadomić o moim stanie najbliższych choć w sumie powinni się sami w tym zorientować. Zauważyłam ,że ten rok bardzo mnie zmienił. Bywam bardziej chamska i arogancka chwilami ale to tylko przykrywka, taka jakby „reakcja obronna”. Cóż pewnie troszkę śmiesznie to brzmi. Tak łatwo jest oszukiwać innych dzisiaj, natomiast trudniej o wiele mówić prawdę. Znalazłam kiedyś genialny cytat ,a mianowicie; ” możesz zranić mnie prawdą, ale nigdy nie pocieszaj kłamstwem”. Niektórzy woleliby słyszeć przez całe życie kłamstwa, ja natomiast wole prawdę, nawet najgorszą ale prawdę. Zwykle tak jest ,iż nie bywa ona przyjemna ale cóż. Myślę ,że to tyle na dzisiaj kochani, trzymajcie się =^.^=

20140701-225509.jpg   20140701-225412.jpg

20140409-153430.jpg  20140224-110947.jpg

20141106-211637.jpg

50# Something ends, Something starts ..

Coś się zmiania, coś się kończy, coś się przekrztałca ,a coś dopiero się zaczyna… Niedokończone nienawdzę być szczęśliwa ale też nie boje się być szczęśliwa… jestem pomiędzy tymi uczuciami…”Obawiam” się szczęścia bo wiem ,że tylko mała odrobinkę szczęścia wystarczy by pózniej posypała sie cała „lawina goryczy”… czyli wszystkiego co najgorsze…. czasem mysle sobie” Zaczęłaś już tę przygodę? Tak . A więc musisz ją samodzielnie skończyć, doprowadzić do końca… Nieważne jak sie skończy choć ty już dobrze znasz jej zakończenie… musisz tylko do tego dojść, doprowadzić siebie samą…”…. troszkę to przerażajace… ostatnim czasem za duzo myśle ….o wiele za duzoo…. i jakos nie moge tego zmienic .. szkoda :c….. innym razem sobie myśle by sie na chwile pocieszyć ( na chwile działa ale na bardzo krótka chwile) ” Musisz mieć naprawdę piękne oczy , przecież już tyle łez przez nie przelatywało, a podobno najpiękniejsze oczy ma ten kto wiele wycierpiał, wypłakał..”…. heh.. zabawne… zbyt dobre serca … chcecie sie czegoś zapytać, dowiedzieć, pytajcie… to juz 50 wpis.. dacie wiarę ile juz zleciało? i niewiarygodne jest to jak duzo sie wydarzyło pomiędzy tymi wpisami… impossible … so good night my little angels… someone want to talk? i feel horrible…. good night =^.^=

20141106-211650.jpg

20141106-211703.jpg

20141106-211711.jpg

20141106-211726.jpg

20141106-211738.jpg

20141106-211747.jpg

20141106-211759.jpg