Witajcie, trochę czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Jak zawsze things got changed. Ten wpis będzie się trochę różnił od poprzednich, a mianowicie tym, że będzie to po porostu zlepek moich myśli z niecałego tygodnia.Miłej lekturki :)

 

Gdyby istniała maszyna do nagrywania myśli to już dawno mogłabym stworzyć niesamowity audiobook. Co prawda nie było by to dla wszystkich, bo jak już powszechnie wiadomo ludzie raczej nie przepadają za tematyka mojego bloga.

 

Zawsze mówiono mi, że jestem inna, wyjątkowa, że mam „dar”. Tym „darem” można określić połączenie empatii, wrażliwości i bardzo dobrego odczytywania ludzkich emocji itp., a no i oczywiście chęć pomocy tym, którzy czują sie w podobny sposób do mnie.

 

Coraz częściej zaczynam dostrzegać, że ja chyba naprawdę nie powinnam była istnieć w tej epoce/świecie. Ja chyba naprawdę nie lubię ludzi.

 

Mówi się, że człowiek jest „zwierzęciem stadnym”. Ale stada nie można mieć na silę, czyż nie? I co wtedy? Gdy człowiek zostaje zupełnie sam? Gdzie jego to całe tzw. „stado”?

 

Posiadanie „demonów” to zarazem przekleństwo i dar. Maja swoje dobre jak i złe strony. Co prawda tych złych jest znacznie więcej, ale czy to istotne? Nie bo i tak to niczego nie zmieni.

 

Jak uciszyć demony? Jest na to parę sposobów. Sen, leki, dragi, śmierć? Cóż mówi się ,że sen to kuzyn śmierci.

 

Zaczynam również zauważać, że ciężko mi funkcjonować „normalnie”. A co znaczy „normalne funkcjonowanie” według społeczeństwa?

 

Zauważyłam, ze nie byłabym raczej w stanie obejść się bez leków. To one właśnie pozwalają na chwilę się wyciszyć, zapomnieć o wszystkim, uciszyć te wrzeszczące demony w mojej głowie.

 

Coraz gorzej sypiam. Nie umiem ogarnąć myśli, szczególnie w nocy.

 

„Myśli maja nieprzyjemny zwyczaj zrywania się ze smyczy” -Stephen King

 

Czuję jak mnie osaczają, pożerają żywcem. Zło walczy ze złem. Tylko ,które zło jest lepsze?

 

Nie lubię ludzi, stronie od nich, lecz nie lubię też być zbyt samotna, czy to nie jakiś paradoks?

 

Jeśli człowiek już od siedmiu lat użera się ze swoimi demonami, to czy to już nie jest wyrok?

Myślę, że siedem lat to wystarczający szmat czasu by zdać sobie sprawę, że dla niektórych nie ma już ratunku. Oraz ,że one nie odejdą , demony. Zbyt długo już z nimi obcuje ,by one się wyniosły.

 

Kiedyś gdyby ktoś mnie zapytał „co będę robić w 2017 roku?”. Szybko, bez wahania odpowiedziałabym, że będę pod ziemią. A więc co ja tu nadal robię?

 

„Am I crazy? Am I mad?”

 

Z roku na rok ,z dnia na dzień jest coraz gorzej. Jestem coraz słabsza, a demony silniejsze.

 

Już nie wiem co robić.

 

Gubię się w tym. Nie poznaje własnej siebie. O co chodzi? Co się stało??

 

Najtrudniejsze zdanie do wypowiedzenia to, to o naszej woli śmierci. Jak powiedzieć komuś bliskiemu, że czujesz ,że już niedługo skończysz ze sobą? To jedno zdanie, niby nic, a jednak zatrzymuje się gdzieś w krtani i nie chce popłynąć ,wypłynąć na wierzch, nie chce ujrzeć „światła dziennego”. Zawsze można napisać na kartce, SMS, czy coś innego. Ale jak później spojrzeć tej osobie w oczy?

 

I jeszcze te ich spojrzenia, atakujące niezrozumieniem, nienawiścią i częściowo zakłopotaniem. Jakby krzyczały ” ty egoistyczna osobo!”

 

Najlepsze leki dla mnie, moim zdaniem to by były czymś w stylu dragów. Hamowały moje niechciane myśli, demony. Sprawiałyby ,że nie czułabym żadnych negatywnych emocji. Czy są gdzieś takie?? Jeśli znacie jakieś takie o podobnym działaniu to możecie mi napisać ich nazwy, proszę…

 

A więc w sumie to by było tyle jak narazie. Miłej nocy aniołki =^.^=

IMG_3337.JPGimages2IMG_0003IMG_0028

IMG_0055