A więc cóż ten post może być dość drastyczny. Jednak jeszcze trochę tu popisze. Cóż troszkę dzisiaj napisze o tym co było, co się działo parę dni temu. Jakby tu zacząć… Można powiedzieć, że miałam taka swoja, kolejną w sumie suicide attempt. Człowiek przez całe życie się waha. Wybory, decyzje itp. Zawsze jest w nas niepewność, która zostaje do samego końca. Tak samo jest też w tych sprawach dotyczących samobójstw. Ci ludzie do ostatniej chwili się wahają, a jak już zrobią to co maja zrobić: skoczyć z wysokości, strzelić sobie w łeb, powiesić się , połknąć tabletki czy też przeciąć żyły:, odwrotu nie ma niestety. Zawsze też istnieje jakiś ‚cień” szansy ,że ktoś ich odratuje. Czasami niestety jest o wiele za późno. W sumie nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi, by znalazł się w takiej sytuacji gdzie o jego życiu decydują dosłownie minuty. Gdy siedzi, w ręku trzyma jakieś ostrze lub cokolwiek innego, i zastanawia się. Cholerne myśli atakują go i nie dają za wygraną. Gdy się zdecyduje i zrobi to pierwszą szramę dość głęboką, gdy zrobi o jeden krok więcej to wie ,że nie ma już odwrotu. Jeśli się coś zaczyna to trzeba to skończyć. Cóż w moim przypadku było podobnie ale jak już pewnie się domyśliliście często lubię pisać przykłady i je opisywać jakby to był ktoś inny ,a w większości przypadków tak naprawdę opisuje samą siebie. Cóż nie życzyłabym nikomu by ujrzał minę swojej matki, bądź ojca lub kogokolwiek ,gdy człowiek stoi nad zlewem ,a wszystko wokół pokrywa krew. Wtedy „obserwator” podbiega z przerażeniem w oczach. Nie ,nie ,nie przerażenie to nie dobre słowo, bo to co kryje się w ich oczach, w ich całej minie to coś więcej niż przerażenie. Nie ma słów by to opisać. W pierwszej chwili ten ktoś wrzeszczy i wyzywa od wariatów tego człowieka. Po tym jak jakoś uda mu się zatamować potok krwi i ogarnąć wszystko wokół, a człowieka targającego się na własne życie przestają targać emocje, wstrząsy i ogólny rozłam emocjonalny, następuje cisza. Owa cisza potrafi czasami być nie do zniesienia. Później zaczynają się pytania, pytania, pytania… Najgorszy jest stan, który przychodzi po tym wszystkim. taka pustka, emocjonalne wyprucie, a zarazem głęboki, niewyobrażalny smutek i ciemność. Wszechogarniająca ciemność. Umysł to najgorsza rzecz, broń, która dąży do naszej własnej zagłady. Owy stan może trwać dni bądź tygodnie. Aktualnie ten stan mnie ogarnął. Potrafię przespać całe dnie po to ,by w nocy się uaktywniać. Odkąd pamiętam uwielbiałam noce ,a z dniami? Cóż z dniami bywało różnie. W sumie takich ludzi można porównać niestety do zombie. Póki się nie ogarnę i nie powiem sobie ,że idę do świata więc trzeba jakoś wyglądać ,założyć maskę i udawać szczęśliwą, to ze mną jest totalna masakra. Żyje w swoim „świecie”, w umyśle, który powoli mnie wyniszcza. Po tym co się stało ciężko mi się z niego wyrwać. Pochłania mnie całą i nie pozwala wracać do rzeczywistości. Cóż to by było na tyle na dzisiaj. Trzymajcie się kochani =^.^=

„Nie rób z siebie wariatki, wystarczy już ,że ten świat jest zwariowany”

 

20150702-220631.jpg  20150425-130608.jpg

 

20150425-130356.jpg 20150117-233849.jpg