images

74#Stop this, I want to get out !..

Oszalałam chyba już kompletnie. Ostatnio miałam dosyć poważny wypadek, cóż nikt się tym nie przeją, rodzina też, mieli swoje własne problemy rozwodowo- bzdurnie raniące. Nie nadaję się już do niczego. Dążę do autodestrukcji w niesamowicie szybkim tempie. Nie jestem pewna czy uda mi sie jeszcze zatrzymać. Sama sobie chyba już tym prazem nie poradzę. Wiem ,że potrzebuje pomocy, ale nie chce jej przyjąć. To coś co siedzi we mnie jej nie chce. Terapie… bzdurne terapie nic nie pomogą. Już dawno przecież spisali mnie na straty… to kwestia czasu… Mówili, że bez leków się nie obejdzie.. lecz rodzina twierdziła inaczej, w sumie to myślę ,że to oni w dość dużym stopniu wpłynęli na to co się ze mną dzieje. „All this voices in my head get loud, I wish i could shout them out”… Moja dusza już dawno umarła, teraz od wielu lat tylko ciało chodzi bez celu po świecie. Odczuwa jeszcze ból, rozterki i cierpienie. Czeka tylko na ostateczny moment by też się poddać.

20150109-195639.jpg

20150117-233813.jpg

IMG_0003

20150109-195639.jpg

73# The last one..

Witajcie po dość długiej przerwie. Wybaczcie moją dosyć długą nieobecność na mym kochanym blogu. Już dawno w sumie szykowałam kolejny wpis ,lecz jakoś nie było okazji go tu zamieścić. A wiec ten w pis prawdopodobnie będzie ostatnim w tym roku (2017). Kto by pomyślał ,że będę jeszcze żyła heh. Czuje ,że już nie długo, że już niedługo zniknę z tego świata. Po raz kolejny już życie mi się wali. Teraz już prawie ostateczny raz. Nigdy nie miałam prawdziwego ojca, nie da się go nawet nazywać ojcem. Zrobił wielkie świństwo, czego prawdopodobnie nigdy mu nie wybaczę. On już dla mnie nie istnieje. Codziennie widzę jak jest ciężko mojej mamie się pozbierać po tym wszystkim. Nie daje rady. Nie mogę na to patrzeć. Najgorsze uczcie było gdy parę dni temu powiedziałam jej ,że znowu nie mam chęci do życia, ze chciałabym umrzeć. Te niby proste słowa są tak cholernie ciężkie do wypowiedzenia, nie chcą przejść przez gardło, utykają gdzieś w krtani, pomimo iż chciałoby się je wykrzyczeć, pozostaje się cichym. Jak zwykle mama bagatelizuje to, odpycha, nie dopuszcza do siebie myśli, że jej jedyne dziecko chciałoby sobie po raz kolejny odebrać życie. Z jednej strony ją rozumem, aczkolwiek z drugiej powinna potraktować to poważnie. Przeraza mnie że coraz szybciej i więcej powraca niedobrych rzeczy które robiłam kiedyś, tzn. samookaleczenie i inne. Teraz widzę ,że nieważne co, ale nic nie jest w stanie mnie powstrzymać, nawet ja sama. To mnie przeraza po trochu. Czuję ,że coś we mnie siedzi. Nie wiem co to jest, ale jest to coś bardzo złego, czego nie umiem opanować. Pojawia się i niszczy wszystko wokół.

Zauważyłam również teraz mocniej ,że nie mam problemu z zaufaniem… Mój problem polega na tym ,że ufam z byt mocno i po czasie zdaję sobie sprawę, że osoba za dużo wie i powracają myśli ,ze może mnie skrzywdzić, więc to co jest we mnie zaczyna odpychać ta osobę, na początku delikatnie później coraz brutalniej, a ja nie mogę na to nic poradzić nieważne jak bardzo bym chciała.

Również dotarło do mnie ,że przez ojca nie jestem zdolna do miłości. Nie chce tego ale nieświadomie bawię się uczuciami osób ,które się we mnie zakochują. Na początku niby jest wszystko okey, ale im dalej ta „znajomość” się rozwija tym zaczyna być gorzej. Czuje się niezdolna do jakich kolwiek uczuć. Czemu tak jest, jak mogę to zmienić? Jeśli nic się nie zmieni to chyba nigdy nie będę zdolna do odczuwania miłości itp.

Czuje się przytłoczona przez wszystko. Daje sobie najwyżej parę lat życia jeszcze. Czuje ,że moja śmierć zbliża się nieubłaganie szybko, chyba sama ja przyciągam przez to jak katuje i truje swój organizm. Jeszcze nigdy śmierć nie była ,aż tak blisko mnie.

Myślę ,że to chyba na tyle w tym wpisie. Nie mam siły. Może urodziłam się by cierpieć. Dlatego sadze też w sumie ,iż boga nie ma. Tyle razy modliłam się do niego, gdy było strasznie by jakoś mi pomógł czy coś. Nigdy go nie było, żadnej odpowiedzi zwrotnej. Cisza, śmierć i ja. Zawsze tez wiedziałam,że umrę śmiercią samobójczą , to tylko kwestia czasu…

images3images5520150109-195829.jpg

samo2

71# Loneliness screams through the crowd…

A więc witajcie ponownie po dość długo-krótkiej przerwie :)) Cóż jak zawsze coś się pozmieniało, ktoś przyszedł, ktoś odszedł. Dzisiaj podzielę się z wami moimi refleksjami i cóż niechlubnym doświadczeniem (niestety) w temacie samotności. Jest to coś naprawdę uprzykrzającego życie. Samotność nie występuje tylko wtedy gdy nie ma się nikogo wokół. Jest takim cholerstwem ,że może nawet „zaatakować” człowieka gdy będzie pośród swoich znajomych. Zdaje sobie wtedy sprawę ,iż pomimo tego ,że ma tyle ludzi wokół, tyle znajomych go otacza to tak naprawdę w tym gronie nie ma nikogo. Teraz są, a jutro może ich nie być. Akurat u nas teraz ludzie bardzo często przychodzą jak czegoś chcą, a jak nie maja interesu to ich nie ma. Okrutny, prawdziwy świat co..? heh. Najgorszy moment w życiu człowieka to ten gdy pomimo, iż ma wielu znajomych na różnych portalach społecznościowych, czy też ich numerów w telefonie, to zdaje sobie sprawę, ze tak naprawdę nie ma do kogo zadzwonić, z kim wyjść na miasto czy też po prostu pogadać, wyżalić się. Samotność występuje coraz częściej w naszym społeczeństwie. Niedługo będzie można to nazywać chorobą. Nie ma się czym cieszyć niestety, to świadczy tylko o tym ,że pomimo ,iż mówi się wiele o rozwoju różnych technologii itp to ludność w pewnie sposób zostaje odsunięta tak jakby na drugi plan. W sumie to prawdopodobnie przez to ze mamy dostęp do tylu nowinek technologicznych ,że aż tak naprawdę ludzie zapominają co to znaczy człowieczeństwo i bycie fair wobec innych i siebie. Ostatnimi dniami siedząc pośród czterech przytłaczających ścian uzmysłowiłam sobie ,że z każdym nieszczęsnym rokiem, miesiącem, tygodniem jestem coraz bardziej samotna. Większość ludzi odchodzi niż przychodzi. Już tyle ważnych osób odeszło z mojego życia. Bardzo często odchodzą w sumie przez moje już nieświadome zachowanie – odpychanie ludzi już tak bardzo weszło mi w krew czy tez nawyk ze nie mogę się tego pozbyć i nie panuje już nad tym. Kłamię, łgam i robię inne okropne rzeczy by ich zniechęcić lecz nie robię tego świadomie. Przez moje bzdurne zachowanie kiedyś naprawdę mogę zostać samotna. Tylko jak to zmienić?. Ba czy w ogóle da się to zmienić, o to jest pytanie :(( I tym akcentem kończę ten wpis moje aniołki miłego wieczoru ,3majcie się <3

samo5   samo4

samo3 samo6

septemb

70#Life or death..

Witajcie, wow to już 70 wpis. Jak ten czas zleciał ,co nie. Cóż ostatnimi dniami zagłębiam się w coraz to okropniejszym depresyjnym stanie. Nic nie pomaga…. jest aczkolwiek parę takich rzeczy, które by zadziałały lecz nie są dostępne na tą chwile. Oczywiście melancholijność jak zawsze aż za bardzo mi dopisuje. Czymże jest życie tak naprawdę? Jedynie skrawkiem drogi. W sumie i tak koniec dla wszystkich jest taki sam – śmierć. Sądząc po tym ile już człowiek wie na jej temat nie powinien się jej obawiać, aczkolwiek nadal temat śmierci  przeraża ludzkość. Technologia i inteligencja większości społeczeństwa idzie do przodu, a jednak trochę stoi w miejscu z pewnymi tak przyziemnymi i nieobcymi sprawami. Mówi się, że życie to prezent, dar czy cokolwiek innego, lecz czym jest dar ,który wywołuje ciągłe cierpienie. Skoro „życie jest piękne” to czemu sprowadza się jedynie do ciągłej męczarni przeplatanej paro-sekundowym szczęściem. Cóż to nie daj mi satysfakcji ani tym bardziej nie potwierdza tego ,że życie jest wspaniałe. Moim skromnym, pesymistycznym zdaniem tak nie powinno wyglądać całe to „piękne życie”. Skarby moje z dnia na dzień bywa coraz gorzej, a ja już nie wiem co poradzić. Wykańcza mnie już ta cała codzienność, monotonność. Co by się nie zrobiło i tak ciągle zostanie bez zmian. Jak żyć?A więc reasumując to wszystko, zostawię was z tymi przemyśleniami. Trzymajcie się

images320150425-130521.jpg20150428-072117.jpg

images

69#Something..

indeks33

Witajcie kochani, dawno mnie nie było tutaj.Cóż troche sie pozmieniało ,większość jest po staremu. Ktoś przychodzi, ktoś odchodzi tak jak już w życiu bywa. Coś sie zmienia ,coś zostaje. Whatever…Wiele osób nie wie co chcą robić po gimnazjum, liceum czy technikum bądź jakiejkolwiek innej placówce nauczania. Tutaj wyróżnia się to, że ja nie wiedziałam bo nie sądziłam ,że dożyje takich lat. Stało sie inaczej (bądź nie, zobaczymy jak to bedzie dalej) jeszcze żyje, właśnie jeszcze. Bywają momenty gdzie jest tak źle jak jeszcze nie było, a innym razem mam wrażenie ,że po prostu umieram( jak to jest na zjezdzie itp xd). Każdy z nas ma różne sposoby by sobie radzić, by sie odnaleźć się w tym zbrutalizowanym świecie. Niekiedy są to używki (alkohol, papierosy bądź narkotyki), w innym przypadku moga to być agreswne zachowania, jakieś obłędy itp. Jest wiele rzeczy i nie da sie wszystkich wymienić. Zmieniając temat na świecie co pare minut ktoś umiera, czasem ci którzy nie chcą ,a czasem ci którzy właśnie chcą. W polskim prawie jedyna nieprawidłowość ,która rzuca mi się w oczy to mianowicie to ,iż jeśli ktoś zechce sam zakończyć swoje życie (samobójstwo) to jest to karalne. Czemu? Czemu ktoś ma decydować o tym czy mamy żyć czy nie. Przecież niekt nie przeżyje za nas życia, co oznacza także ,że nikt za nas nie umrze, a więc nikt nie może decydować (oprócz nas) kiedy ta śmierc ma nastapic. Zostawię was z tymi przemyśleniami jak narazie aniołki. Miłego wieczoru =^.^=

indeks images2 images3 images4 images55

20150318-205406.jpg

68#Addictions…

Witam was aniołki, co tam u was słychać? A więc nie przedłużając, jak już z samego tytułu możecie się domyślić ,że w tym poście głównym tematem będą uzależnienia. Zacznijmy od tego  czym mogą być dla nas owe uzależnienia? Może to być trening, muzyka, narkotyki, papierosy, alkohol i wszystko inne. Tak ostatnio przez minione wydarzenia oddałam się refleksjom i naszła mnie chęć na wpisa o takiej tematyce. Cóż bardzo ciekawe jest to ,iż każde uzależnienia jak pewnie wiemy wszyscy zaczyna się w psychice. Nasz mózg, umysł jest bardzo ciekawy w budowie jak i w funkcjonowaniu. Co najciekawsze ,korzystamy tylko z jego 10% lub troszkę więcej. Pomyślmy co by było gdybyśmy używali 100%. Ale dobra nie o tym dzisiaj. A więc tak na przykładzie narkotyków czy tez alkoholu( alkohol jest w tym przypadku bardzo podobny tyle ,że jedynie nas ogłupia i tak jakby wycisza wewnętrznie). Cóż narkotyki sprawiają ,ze człowiek o niczym się nie martwi, świat staje się falisty, przejrzysty, wyraźniejszy, wszystko jest takie zabawne i spokojne. Tak jakby ktoś osiągnął stan nirvany. Wiem ,że to nie jest to samo ale podobne. Osobiście uwielbiam ten stan. Najgorsze jest to ,że niestety używki niszczą nam nasz cenny mózg. Ale w sumie co jest lepsze: wyniszczanie się powoli, czy szybka śmierć (która i tak spotyka każdego)? A więc cóż podsumowując nieważne co robimy i tak to wszystko sprowadza nas do jednej rzeczy, a mianowicie (wszystkie drogi prowadzą do ) śmierci. Miłego wieczoru =^.^=

„Rodzimy się ,by żyć. Żyjemy ,by umierać.”

 

IMG_3337.JPG   20141019-224042.jpg

20140613-152044.jpg   20140507-222706.jpg

67#Suicide attempt…

A więc cóż ten post może być dość drastyczny. Jednak jeszcze trochę tu popisze. Cóż troszkę dzisiaj napisze o tym co było, co się działo parę dni temu. Jakby tu zacząć… Można powiedzieć, że miałam taka swoja, kolejną w sumie suicide attempt. Człowiek przez całe życie się waha. Wybory, decyzje itp. Zawsze jest w nas niepewność, która zostaje do samego końca. Tak samo jest też w tych sprawach dotyczących samobójstw. Ci ludzie do ostatniej chwili się wahają, a jak już zrobią to co maja zrobić: skoczyć z wysokości, strzelić sobie w łeb, powiesić się , połknąć tabletki czy też przeciąć żyły:, odwrotu nie ma niestety. Zawsze też istnieje jakiś ‚cień” szansy ,że ktoś ich odratuje. Czasami niestety jest o wiele za późno. W sumie nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi, by znalazł się w takiej sytuacji gdzie o jego życiu decydują dosłownie minuty. Gdy siedzi, w ręku trzyma jakieś ostrze lub cokolwiek innego, i zastanawia się. Cholerne myśli atakują go i nie dają za wygraną. Gdy się zdecyduje i zrobi to pierwszą szramę dość głęboką, gdy zrobi o jeden krok więcej to wie ,że nie ma już odwrotu. Jeśli się coś zaczyna to trzeba to skończyć. Cóż w moim przypadku było podobnie ale jak już pewnie się domyśliliście często lubię pisać przykłady i je opisywać jakby to był ktoś inny ,a w większości przypadków tak naprawdę opisuje samą siebie. Cóż nie życzyłabym nikomu by ujrzał minę swojej matki, bądź ojca lub kogokolwiek ,gdy człowiek stoi nad zlewem ,a wszystko wokół pokrywa krew. Wtedy „obserwator” podbiega z przerażeniem w oczach. Nie ,nie ,nie przerażenie to nie dobre słowo, bo to co kryje się w ich oczach, w ich całej minie to coś więcej niż przerażenie. Nie ma słów by to opisać. W pierwszej chwili ten ktoś wrzeszczy i wyzywa od wariatów tego człowieka. Po tym jak jakoś uda mu się zatamować potok krwi i ogarnąć wszystko wokół, a człowieka targającego się na własne życie przestają targać emocje, wstrząsy i ogólny rozłam emocjonalny, następuje cisza. Owa cisza potrafi czasami być nie do zniesienia. Później zaczynają się pytania, pytania, pytania… Najgorszy jest stan, który przychodzi po tym wszystkim. taka pustka, emocjonalne wyprucie, a zarazem głęboki, niewyobrażalny smutek i ciemność. Wszechogarniająca ciemność. Umysł to najgorsza rzecz, broń, która dąży do naszej własnej zagłady. Owy stan może trwać dni bądź tygodnie. Aktualnie ten stan mnie ogarnął. Potrafię przespać całe dnie po to ,by w nocy się uaktywniać. Odkąd pamiętam uwielbiałam noce ,a z dniami? Cóż z dniami bywało różnie. W sumie takich ludzi można porównać niestety do zombie. Póki się nie ogarnę i nie powiem sobie ,że idę do świata więc trzeba jakoś wyglądać ,założyć maskę i udawać szczęśliwą, to ze mną jest totalna masakra. Żyje w swoim „świecie”, w umyśle, który powoli mnie wyniszcza. Po tym co się stało ciężko mi się z niego wyrwać. Pochłania mnie całą i nie pozwala wracać do rzeczywistości. Cóż to by było na tyle na dzisiaj. Trzymajcie się kochani =^.^=

„Nie rób z siebie wariatki, wystarczy już ,że ten świat jest zwariowany”

 

20150702-220631.jpg  20150425-130608.jpg

 

20150425-130356.jpg 20150117-233849.jpg

20150109-195639.jpg

66# Is it the last time..?

Witajcie kochani,  być może jest to już mój ostatni wpis. Dziękuję ,ze było was tylu. Chciałam dzisiaj serdecznie wam podziękować ,że byliście. Wiecie czasami człowiekowi wystarczy chwila. Chwila ,w której nic innego dookoła go się nie liczy. Jest tylko on i to co się dzieje w danej chwili. Te chwile potrafią być magiczne, cudowne ale także okropne i prowadzące do nieuchronnej śmierci.  Cóż zdradzę też wam taki dość niefajny sekret ,a mianowicie to ,że jeśli z człowiekiem dzieje się coś niedobrego i na jakiś czas go to opuszcza, to nie dajmy się temu zwieść. Czasami ten czas jest jedynym jaki mu pozostał, bo po tym czasie to co w nim tkwiło może uderzyć z ogromna siłą w niespodziewanym momencie. Czasami jednak człowiek z tym wygrywa w pierwszej fazie ,że tak to ujmę. Cóż pierwsza fazę zniosłam ale żadna ze stron nie odniosła zwycięstwa teraz jednak wiem, że to było tylko takie złudzenie, bo tak naprawdę to ona, depresja, wygrała. Udowadniała mi to ostatnio coraz częściej. Próbowałam ją zagłuszyć na różne sposoby, różnymi używkami i to działało… działało ale przez chwile. To tak jakby po tym wszystkim ona cały czas rosła w siłę. Jest to dość przerażające. „Niektórzy rodzą się w złym miejscu i w złym czasie”. A więc kochani co by tu dużo pisać, może uda mi sie jeszcze kiedyś tu napisać, jak „wygram”.

” Za szybcy, by żyć ,za młodzi ,by umierać.”

 

20150217-163057.jpg   20150117-233452.jpg

 

20141019-224818.jpg  20140903-155346.jpg

20140727-002935.jpg

20150702-220616.jpg

65#It’s almost the end…

A więc witam was wszystkich w nowym roku. Cóż dopiero się zaczął nowy rok a ja osobiście wolałabym ,by dobiegł już końca. Ostatnio zauważyłam ,iż wszystkie używki, uzależnienia, „stare nawyki i przyzwyczajenia” oraz wiele innych czynników nieuchronnie pokazują nam z każdym dniem bliżej śmierć, w sumie na własne życzenie. Dopóki nie znajdziemy się w sytuacji o półkroku za daleko za „bezpieczną granicą” nic nam nie grozi. Lecz gdy już postawimy nasze śródstopie na owej „lini” to oczy wypełnia nam strach. To nie jest zwykły strach. Ma on ogromną moc, niedoopisania. Trzeba go doświadczyć, czy też przeżyć by zrozumieć o czym aktualnie mówię. A więc wystarczy tylko przestąpić za daleko by przekonać się ,że tak naprawdę istnieje bardzo niewielka granica między życiem, a śmiercią. W sumie sama się o tym przekonałam, a z każdym takim „doświadczeniem” byłam coraz bliżej tego co kryje się za owym strachem. Aktualnie dosyć bardzo niedawno owy strach mnie nawiedził. Był paraliżujący. Ale cóż człowiek może w takich chwilach zrobić? Raczej zupełnie nic. Czymże jest bowiem człowiek w obliczu swoich „lęków”? Jedynie małym pionkiem, który prawie nic nie znaczy. Człowiek tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego ,że tak łatwo może skończyć się jego beztroskie i czasem bezproblemowe życie. Normalna rzeczą raczej nie jest uwielbienie do samo-destrukcji. Czy taki człowiek zasługuje na cokolwiek, na miłość, na szczęście czy cokolwiek innego? To pytanie jest bardzo nurtujące. Jeśli człowiek uwielbia sam siebie wyniszczać to raczej nie powinien mieć nikogo wkoło siebie gdyż mógłby ich tym niezmiernie zranić nieświadomie oczywiście. Ale czymże by było zostawienie takiego człowieka na pastwę jego samemu? Dla niego byłoby to wymarzone lecz jak czuli by się inni ,którzy by mu pozwalali się staczać? Raczej niezbyt dobrze. Właśnie tu pojawia się dylemat i komplikacja sytuacji. Obie strony niedokońca rozumieją „potrzeby” drugiej. Owe sytuacje są dość jakby to nazwać „dziwne” i nigdy bodajże nie da się ich rozwiązać z „korzyścią” dla oby stron. Zawsze jedna ucierpi. Zostawiam was z przemyśleniami kochani,szczęśliwego roku życzę =^.^=

20150428-072227.jpg 20150425-130608.jpg

20150425-130331.jpg  20150425-130356.jpg

20150117-233613.jpg 20150117-233517.jpg